| annuszka rozlała olej - archiwum: [2184] rzecz o prezentach |
| Strona główna |
[2184] rzecz o prezentachMecenas, zwany przeze mnie uparcie konkubentem (pardon - narzeczonym) kupił mi prezent urodzinowy i tak go schował do szuflady z bielizną, że aż go znalazłam. Urodziny za dwa tygodnie przypominam. Spalona miejscówka? Check. Oczywiście został o znalezisku poinformowany, bo jeszcze prezent świąteczny rypnie w to samo miejsce, znowu go znajdę i znowu spartolę sobie niespodziankę. W każdym razie prezent super, mówię wam. Jest on wypasionym w kosmos telefonem, a że moja stara szara komórka ledwo zipie i gubi klawisze, wpadłam na pomysł, że skoro już przyznałam się do znaleziska, to może by go tak wcześniej zaanektować? To trułam. Od tygodnia chyba. Mecenaaasieeee, no daj wcześniej, no daj. Nie dam, nie dam, dostaniesz go w urodziny, masz mieć niespodziankę, mimo że sama ją sobie zepsułaś. (Ja?! A kto go schował jak cioł?) A akurat dzisiaj zbierał się grać w piłkę i stwierdził, że jednak ok. Da. I, prawie że zakładając buty, wręczył mi go bezceremonialnie, a ja pięknie och, Mecenasie, dziękuję jesteś cudowny, ojejujeju jaki ten telefon śliczny. I rozłożyłam się z nim na wyrze i gmeram. A Mecenas szykuje się do wyjścia. Mój ryk "ODDAWAJ, K*WA ŁADOWARKĘ" złapał go jeszcze w przedpokoju. Coś tam krzyczał na odchodne, że miałaś meić niespodziankę, to będziesz miała, nie wiem, słabo słyszałam, bo jakiś szlag mnie trafił i rzucił na uszy. To mam piękny, nowy telefonik. Jego jedyną funkcją przez najbliższe dwa tygodnie będzie puszczanie pięknych, wypasionych zajączków, za którymi tak uroczo gania mój kot. Jeśli ktoś nie daj bosz się śmieje z mojego neiszczęścia, niech go dopadnie grzybica i dywersja. naprawdę olga 2011-08-01 19:36:36 skomentuj (1) |